Wpis na 0. poziomie, wysłany 2007-01-06 04:50:58
Mniej więcej 100 dni zostało do matury.
Nie przepadam za takimi imprezami, ale prawie wszyscy byli, więc byłem i ja.
Studniówka odbyła się w hotelu Mariott, imo głupi pomysł, ale co tam.
Początkowe atrakcje, przed wyproszeniem nieproszonych gości (tzn. głownie rodziców), obejmowały głównie „tańczenie” poloneza, z którego udało mi się wywinąć, oraz pokaz tańca różnych ludzi z mojej szkoły, z którego najwięcej oklasków uzyskał taniec brzucha, nikogo nie interesowały pozostałe tańce w prawie profesjonalnym wykonaniu (para z mistrzostwem czegoś tam). Były też jakieś strzępki programu artystycznego.
Część nieoficjalna, która z założenia nie miała być dla mnie zbyt ciekawa, zaczęła się całkiem dobrze, nawet muzyka była znośna.
Jak poszedłem po żarcie, ominęło mnie zdjęcie klasowe, muahaha. To się świetnie składa, bo zdjęć nie lubię :)
W każdym razie, kiedy się wystarczająco najadłem (niestety nie wydaje mi się, żeby mi się udało zjeść choć za połowę tego ile zapłaciłem) i muzyka przestała być możliwa do wytrzymania, a stało się to przed północą, wyszedłem przed salę, gdzie było nieco przyjemniej aczkolwiek przynajmniej równie nudno (jak nie bardziej).
Wyszedłem co prawda, dopiero po trzeciej, ale jednak chyba wolałbym spędzić ten czas z moim komputerem.
Ciekawostką jest to, że mimo iż kilku dziewczynom „odstawienie się” na studniówkę, wyszło na dobre (większości wcale nie pomogło), to najlepiej ze wszystkich wyglądały… kelnerki. Tak, dokładnie, kelnerki z Mariotta, w takich fajnych uniformach :)
A teraz chyba pójdę spać…