uninterruptible sleep
To przykład jak jedna literówka zamieniła parę dni w koszmar... Zaczęło się niewinnie - kolega
dał mi kilka plików na falsh dysku. Wpiąłem go w USB, przedstawił się i powiedział że od teraz on
jest sda.
$ sudo mount /dev/sda /mnt
(nie mam tego w fstabie więc jako root)... O cholera... miało być /dev/sda1... co za
literówka. Hmm, zaraz ten mount coś długo chodzi, nie pisze że jakiś error tylko wisi...
$ ps aux | grep mount
Mount miał status D. D? A coż to...
$ man ps
D uninterruptible sleep (usually IO)
I poraz kolejny przkonałem się, że są rzeczy, których nawet root nie może... Jedyne co mogłem
zrobić (ten mount tak wisiał przez pare godzin) to wyplugnąć flasha i wsadzić go jeszcze raz (tak
na chama). Wszystko fajnie, powiedział że jest sdb... tyle tylko ze w
/dev pojawiło się urządzenie sdb, ale nie pojawiło się
sdb1!
Być może z takiej sytuacji jest jakieś wyjście, którego ja po prostu nie znam, nie udało mi się
znaleźć, ale jedyne co ja mogłem zrobic to reboot, a wiecie ja kto boli?... Uptime
75 dni, 07:21:51, zakończony w środę 2006-01-25 23:28:48. sigh...
fakt, to musiało boleć... Taki uptime ładny... Pomyśleć, że ja nigdy nawet miesiaca up chyba nie mialem :D
ale zonk :P
moj najdluzszy uptime do ok 21 dni. teraz ju na to zlewam bo co 3-4 dzien ktos z hd do mnie przylatuje no i shutdown nieunikniony =]